Maxxx Blog
Gdzie ci mężczyźni, gdzie te kobiety...?
Witam wszystkich. Od mojego ostatniego postu minęło sporo czasu. Jednak włókna węglowe obracają się nadal, a do stawki dołączył mój "arcy"ulubiony kierowca, Sakon Yamamoto. Talent chłopak ma taki, że jak widzę go w akcji, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Zawsze się boję, by nie znalazł się za jakimś moim ulubieńcem... Tak jak i Vettel. Na Spa dał czadu, jak kiedyś w Australii, jak z Kubicą się tłukł.
Ale dziś nie o tym tak właściwie. Jakoś ostatnio wpadł mi w łapy jakiś artykuł o kobietach w Formule 1, jakiś kierowca mówił, że pewna pani nie ma szans. Ona chce, ale jej nie chcą. Kim jest ta pani? Oczywiście to Danica Patrick. Nigdy nie widziałam jej w akcji, przyznam się bez bicia. Widziałam za to jej zdjęcia w jakiejś reklamie czegoś tam dołączonej do pewnej gazety. Na modelingu się nie znam, niestety, ale taka pani przydałaby się do F1. Dlaczego? Męska część widowni miałaby na co popatrzeć. To jest ważne. Bo niby dają tam panie, które klaskają, jak kierowcy idą na podium, są panie, które stoją przed startem z numerkami, są panie, które towarzyszą kierowcom, ale pokazują je przez chwilę. Myślę, że dla panów to za mało. Ale z drugiej strony, kobiety też nie mają czego oglądać. Panowie jadą w kaskach, można ich sobie pooglądać przed i po starcie. Chociaż, nawet jak te swoje pancerze zdejmą, to i tak nie ma czego oglądać. Powiem więcej - niektórzy to w ogóle nie powinni zdejmować kasków. Niby zadaniem takiego kierowcy jest jechać, a nie ładnie wyglądać, ale no fajnie jest popatrzeć na kogoś przystojnego. Był w F1 pewien pan, który jak kiedyś stwierdziłam, zrobiłby dużą karierę w modelingu, ale niestety nie posłuchał mojej rady. I to w sumie jego problem. Powiedzmy, wyglądał w miarę, ale co z tego, jak rozbijał bolidy. I z F1 wyleciał. Co prawda chce wrócić [o zgrozo!], ale niech raczej tego nie robi i ocali część ludzkości.
Wracając do Daniki. Jak się poszuka w necie, to można ją sobie pooglądać. I jak tak przejrzałam fotki, to nie wiem, czy ona aspiruje na kierowcę, czy na modelkę. Zresztą, to nieważne, jeździ, a to już coś. Mogliby ją wziąć na jakiś test, byłoby "arcy"ciekawie. No, męska część widowni miałaby na co popatrzeć i założę się, że automatycznie większość natychmiast zmieniłaby tapety na swoich pulpitach. I zapewne byliby zachwyceni, że w końcu jest jakaś kobieta w F1. Bo kiedyś owszem, było kilka takich, co jeździły, jednak bez większych sukcesów. Może Danica pokazałaby coś więcej niż tylko swoje ciało?
Zło wcielone
Cofam swoje słowa. Kiedyś dawno temu napisałam, że Ferrari sobie nie radzi w tym sezonie. Bo to było dla mnie niepojęte, jak to tak można sobie nie radzić, jeśli ma się fajne auto i fajnych kierowców. A tu proszę, Alonso wygrywa w Niemczech i dojeżdża drugi na Węgrzech. No, ale podobno nie zasłużył sobie na wygraną na Hockenheimring, bo to Massa przecież prowadził, ale dostał team order. Co się działo w moim otoczeniu po tym wyścigu, to ja nie chcę mówić. Mnie też się oberwało za Alonso i Ferrari [przepraszam, pragnę zauważyć, że ja ani nie jestem w zespole, ani nie wydałam żadnego team order]. Bulwers był tak wielki, że jakby się skopiowało to wszystko z twitterów, twarzoksiążek etc, to można byłoby zrobić z tego książkę.
Tylko że team orders były, są i będą. Co z tego, że FIA ich zakazała, zasady są po to, by je łamać. A swoją drogą to ciekawe, bo jak dobrze pamiętam pod koniec sezonu 2008 Kubica miał szansę na 3 miejsce w klasyfikacji kierowców. I podczas jednego z ostatnich wyścigów jechał za Heidfeldem, gdyby go wyprzedził, miałby to 3 miejsce. Pamiętam do tej pory, jaki wielki był bulwers, że zespół nie wydał polecenia przepuszczenia Kubicy [bo Polak nie miał szans na wyprzedzenie kolegi]. Nawet w tv była dyskusja na ten temat, że jak to tak. A teraz Alonso, który wplątuje się w dziwne sytuacje [jak w McLarenie.............] jest winny, nikt go nie lubi i co to jest w ogóle za kierowca, to zło wcielone przecież. Najpierw zniszczył Hamiltona, a teraz zniszczy Massę, zaraz powstanie Gwardia Hamiltona i Massy, która będzie broniła zacięcie dobra przed złem, jak to wczoraj miało miejsce w Warszawie.
Ja tam supportuję Ferrari.
Przestrzegaj zasad.... Albo i nie.
Co za dziwny wyścig. Latające bolidy, szalejący Kobayashi, przegrywające Ferrari i kierowcy nieprzestrzegający zasad... O tak, zasady. W ciągu tych dwóch dni usłyszałam chyba ze sto razy 'proszę przestrzegać zasad do końca'. No tak, to łatwo powiedzieć komuś, kto sam ich nie przestrzega. Poza tym... 'Rules are meant to be broken'.
FIA narobiła sobie sporo roboty. Najpierw zastanawiali się co zrobić z Lewisem Hamiltonem. I w końcu ukarali przejazdem przez aleję serwisową. Podobno inni jakoś nie dopatrzyli się przewinienia, ale stewardzi się dopatrzyli. Jeszcze w 2007 stewardzi woleliby ukarać samych siebie, niż Hamiltona. Wtedy oberwało się masie kierowców, nie powiem za kogo. W każdym razie wracając do GP Europy - stewardzi stwierdzili, że zobaczą jeszcze, co tam z innymi kierowcami. Podobno naruszyli regulamin, a wśród tych kierowców był także Robert Kubica, który raczej zasad się trzyma, no i zatrzymuje się na czerwonym świetle. Cóż, skoro sędziom się chce, to niech zostają po godzinach i gmerają się w papierach i niech oglądają powtórki wyścigu marnując prąd. I swój cenny czas, który mogliby poświęcić rodzinie albo na jakieś pożyteczniejsze rzeczy. Ja tam jakoś nie zauważyłam, żeby ktokolwiek złamał zasady [jak zwykle...], ale stewardom łamiącym reguły łatwo powiedzieć. Ktoś mnie zaraz zapyta: niby jak łamią te zasady? A łamią, faworyzując kogoś. Zresztą, Fernando Alonso powiedział już chyba wszystko na ten temat [Angry Alonso says race 'manipulated']. O, właśnie, Alonso. Nie popisał się dzisiaj. W ogóle, Ferrari jakoś tak kiepsko sobie radzi w tym sezonie. Miałam taką cichą nadzieję na początku, że skoro Alonso podpisał kontrakt ze stajnią z Maranello, to może jakiś tytuł się szykuje? A tu cóż... Myślę, że tabelki mówią same za siebie. Największy apetyt na tytuł miał Schumacher, który otwarcie mówił przed sezonem, że tylko to go interesuje. Na tytuł nie ma już szans, ale pobawić się w wyścigi może. I się bawi. Takiemu to dobrze... Tylko musi przestrzegać wszystkich zasad, bo 'zasad przestrzega się do końca'. Chyba, że jest się cwanym.
Kobayashi zasady też dziś olał [przekroczenie prędkości podczas okrążenia zapoznawczego w alei serwisowej], ale wyszło mu to na zdrowie. Nie ma to jak na luzie podejść do wszystkiego i wyprzedzać wszystkich pod koniec wyścigu. Nieźle mu szło, rozhulał się nam chłopak. Tylko żeby nie hulał jak Kazuki Nakajima i nikomu nie dawał strzałów w tył... Bo to wbrew zasadom.
Uważaj, z kim chodzisz na piwo po pracy
Właśnie Ferrari uraczyło nas tą radosną nowiną - Pat Fry właśnie do nich dołączył. I teraz to się dopiero zacznie: "on ma rysunki!", "szpieg!", "Ferrari skopiuje bolid McLarena"....
Trzy lata temu w F1 miała miejsce niezła afera zwana Stepneygate. Niby dowody były niewystarczające i McLaren nie został ukarany, to i tak wszyscy z niecierpliwością śledziliśmy losy obu zespołów. Przynajmniej ja przykleiłam swoje ucho do radia, jedno oko do telewizora, a drugie do monitora i zastanawiałam się, co to będzie. Jeździł tam w końcu Fernando Alonso, a jak się potem okazało, znał szczegóły techniczne bolidu Ferrari, bo przecież wymieniał się informacjami z Pedro de la Rosą. No, i po przeszukaniach chaty jednego z szefów McLarena, Mike'a Coughlana znaleziono supertajne dokumenty Ferrari. Przecież to jasne, że nie czytał tego dzieciom do snu [chociaż.... kto wie? ludzie mają różne zwyczaje]. Zapewne kierownik techniczny Ferrari, Nigel Stepney dał te baśnie Coughlanowi kiedy obaj wyskoczyli na piwo. Fajnie im się gadało, wszystko było git i nagle dokumenty Ferrari zupełnie przypadkiem znalazły się w McLarenie. Tak, w takie coś uwierzyłby chyba tylko mój kolega, który do dziś zawzięcie twierdzi, że Kubica spadający z lewarka na Monzy w 2007 to spisek Heidfelda i reszty zespołu. Nie było sensu zwalać Kubicy z lewarka, za duże pieniądze się w to ładuje. Nie to co Stepneygate. Tam obaj panowie mieli w tym spisku swój cel.
W tym sezonie to się raczej nie powtórzy. Nie sądzę, by Fry coś kombinował, ma za dużo do stracenia. Poza tym i tak ludzie będą patrzeć mu na ręce.
"Arcy"ważna pogoda
Dawno mnie tu nie było, ale jak sesja wchłonęła mnie w maju, to wypluła dopiero teraz. Nie, żebym narzekała, bo życie studenta jest po prostu "arcy"ciekawe.
Tak sobie właśnie sprawdzam w moim internecie, co się ostatnio działo, tak dla przypomnienia. Na komixxach króluje Bimber, w pewnej sieci sklepów z książkami, muzyką i multimediami królują wampiry, Kubica wygrał Rally del Salento w klasie A6, a MX-5 według brytyjskich kierowców to najlepszy samochód sportowy. Ja się tam oczywiście nie zgadzam. No, i zaczął się mundial, a mnie zepsuł się telewizor i to podczas meczu Holandia-Dania. Może to i lepiej, przynajmniej nie musiałam patrzeć na klęskę Hiszpanów. Chociaż... Porażkę Niemców to chyba warto było zobaczyć.
Za to ostatnio mogliśmy sobie zobaczyć GP Kanady. Ale Hamilton się rozhulał! To na pewno wszystko dzięki Nicole, która po każdym wyścigu wygranym przez jej chłopaka śpiewa pewnie "Jai ho". Cóż, w każdym razie siódemka kierowców odpadających po Q1 znowu wyglądała podobnie, jak nie tak samo, Pietrow nie dotarł do dziesiątki najlepszych, a Hamilton wykiwał Red Bulla, który nie dodał skrzydeł swoim kierowcom. Oni tak czy owak nie mają na co narzekać, w końcu idzie im świetnie. Wyścig też był "arcy"intrygujący. Zapewne przed wyścigiem wszyscy sprawdzaliście w swoim internecie pogodę, jakby od tego zależało, czy wyścig się odbędzie. Ale tak właściwie to chodzi o to, że jak deszcz, to Kubica ma jakieś tam szanse [według panów sprawdzających pogodę ostatnio]. Nie wiem, może się nie znam, ale w Kanadzie Kubica zanotował najszybsze okrążenie i w sumie nie wiem, czy deszcz jest potrzebny do tego, by polski kierowca szybko śmigał.
Team Motorsport Maxxx » Wyścig Samochodowy Gnojnica 2010
Kręta, szybka i technicznie trudna - tak można podsumować specyfikę trasy Wyścigu Samochodowego Gnojnica 2010 organizowanego przez Automobilklub Stomil w Dębicy. Trudno było się oprzeć tak wielkiej pokusie ... Punkt 8.00 rano meldujemy się w biurze rajdu w miejscowości Gnojnica. Piesza wycieczka po trasie i wszystko staje się jasne - to jest to co tygryski lubią najbardziej! [Czytaj całość]
Team Motorsport Maxxx » SuperSprint SZIK Kazanów 2010
Decyzja o starcie w przemyskim SuperSprincie Kazanów 2010 zapadła zupełnie w ostatniej chwili. Od kilku tygodni próbowaliśmy bezskutecznie pozbyć się bardzo mocnej nadsterowności naszego Peugeota. Na szczęście na kilka dni przed organizowaną przez AutoSportKlub Przemyśl imprezą udało nam się w miarę opanować problem, więc nie mogliśmy nie wykorzystać nadarzającej się okazji na przetestowanie samochodu i kierowcy :) Walka w klasie 3 (do 1600 cm³) była bardzo zacięta już od pierwszego odcinka... [Czytaj całość]
Team Motorsport Maxxx » Bieszczadzkie testy - Arłamów 2010
W słonecznych wiosennych warunkach odbyły się pierwsze testy Team Motorsport Maxxx. Techniczny szutrowy odcinek testowy zlokalizowany był w przepięknych Bieszczadach, w okolicy dawnego ośrodka rządowego Arłamów. Zapraszamy do oglądnięcia galerii.Panowie bez jaj
No to po Chinach. Kolejny dziwny i chaotyczny wyścig ale i jakże interesujący. Tu mokro, tam sucho, tu ktoś w żwirze, tu falstart... Ajajaj. I znowu wielka sprawiedliwość – Hamilton szarżuje (wraz z Vettelem) i oczywiście nie otrzymuje kary. To tak jak kiedyś zderzył się z Kubicą na Fuji, ale to [według FIA] Polak spowodował kolizję za co otrzymał karę. No bezsens totalny. Także jakoś czarno widzę żeby Hamilton uwolnił się od ksywki FIAmilton. Całkiem jest miły [a przynajmniej takie wrażenie stwarzał w Top Gear] i może za to tak FIA go lubi? Ale jakby tak rozejrzeć się po paddocku, to każdy kierowca jest miły. Tylko że jakoś nie wszyscy mają jaja. Dlaczego? Kiedy po raz pierwszy miał się odbyć wyścig w Singapurze przy sztucznym oświetleniu, chyba każdy udzielał dramatycznych wywiadów, między innymi o takiej tematyce: „światło może być za słabe, pozabijamy się... co to będzie?.... niech FIA sobie przemyśli zasady bezpieczeństwa... nie wyjadę na tor w ciemną noc.... koniec świata... etc. A kto jęczał najwięcej? Piquet. Nelson Piquet junior. Nic dziwnego, skoro miał się roztrzaskać na zawołanie, to musiał widzieć murek, tor i inne rzeczy. No jaja jak berety. Śmiałyśmy się z babcią, że co to za mężczyźni, którzy się ciemności boją? Przecież fajnie to wyszło, sztuczne oświetlenie i w ogóle cacy. A teraz sytuacja się powtarza. Otóż mamy pyły wulkaniczne, samoloty są odwoływane, więc kierowcy płaczą, że jak tu oni wrócą [„Whole paddock worried” > to od Chandhoka, „Jak będzie trzeba dopłyniesz do domu - żartował do Marka Webbera Fernando Alonso” > a to z gazeta.pl]. No, to mamy kolejny dramat. Już to słyszę w uszach „Dramat kierowców! Jak wrócą do domu? Czy kolejny wyścig się odbędzie?!”. W F1 wwala się ogromne pieniądze, więc wyścig na pewno się odbędzie. Najwyżej ponownie odbędzie się w Chinach, w sumie co to za problem? O, moglibyśmy zablokować wszelkie poprawki, pozamykać bolidy w sejfach FIA [a nie, przepraszam, pewnie doszłoby do poprawek w bolidzie Hamiltona.... no przecież] i zobaczylibyśmy, kto by wygrał. To byłoby szalenie intrygujące.
Cóż, no zobaczymy, jak to się wszystko rozegra. Pewnie znowu wszyscy będą jęczeć, a te pyły to się po kościach rozejdą. Kierowcy już chyba tak mają, udają twardych, a tak naprawdę są delikatni jak laleczka z saskiej porcelany.
Co tam w Chinach?
Witam wszystkich. Na czas żałoby narodowej postanowiłam się nie odzywać. Po co mówić niepotrzebne rzeczy? Lepiej przemilczeć, niż się kłócić niewiadomo o co i niewiadomo po co. Dzisiaj kilka interesujących fotek z Chin, a jutro postaram się dodać już właściwy post.

