Natomiast jeśli chodzi o warunki do jazdy – cud, miód i orzeszki. A to za sprawą niezbyt dużej warstwy lodu i pokrywy śnieżnej. Wszystko to sprawiło, iż samochód prowadziło się idealnie. Ani tył za bardzo nie uciekał, a przód też jechał tam, gdzie powinien. Był to najważniejszy, a także najmocniejszy punkt tego treningu.
Niestety jednak ta sytuacja trwała mniej więcej do 13-14. Później pojawiło się bardzo dużo suchych miejsc na torze (temperatura dzisiaj pierwszy raz była powyżej 0 i to znacznie powyżej) i przyczepność co chwila się zmieniała. Ale i tak nikt nie narzekał. Obiecany kulig niestety także nie został zorganizowany, prawdopodobnie właśnie przez suche miejsca na torze.
Biorąc całość pod uwagę, śmiało można stwierdzić, że pomimo tych drobnych wad, każdy kto chciał się wyjeździć, wrócił z wielkim bananem na twarzy. Pełna fotorelacja już w ciągu najbliższych kilku lub kilkunastu godzin. Póki co narobimy Wam smaka tymi kilkoma obrazkami :) A tymczasem: Do następnego!
Źródło: DriftBlog.pl

Pierwszy trening w tym miesiącu (mam nadzieję, że nie ostatni) został oficjalnie zakończony. Kilkanaście minut temu znów wróciłem z Klaudyna z kolejnego treningu zimowego. Pomimo niskiej frekwencji, był to dotychczas najlepszy trening ze wszystkich z serii zimowych pojeżdżawek.


















